Nauka, Wszechświat i cała reszta

Ludzie, choroby i idee w ruchu: wschodnia część basenu Morza Śródziemnego i nie tylko, cz. 2

W pierwszej części tekstu poznaliśmy kilku Rzymian, którzy w ciągu swego życia odbyli długie podróże. To m.in. dzięki nim po Imperium Rzymskim nieustannie rozprzestrzeniały się nowie idee. Do idei takich należały różne religie, ale również nico mniej skomplikowane koncepcje, jak np. symbolika umieszczana na monetach, o których również pisałem w części pierwszej.

Rozprzestrzenienie się idei na tak dużym terenie jak Imperium Rzymskie było oczywiście związane z przemieszczaniem się ludzi i ich wzajemną komunikacją. Istnieją tysiące przykładów, które możnaby przytoczyć, ale wówczas zamiast krótkiego, dwuczęściowego wpisu, powstałaby istna telenowela. Dlatego też przywołam jeszcze tylko jeden interesujący casus a potem przejdę do ciekawych przypadków rozprzestrzeniania się chorób.

Terra sigillata w Historisches Museum der Pfalz Speyer

Terra sigillata jest najbardziej ikonicznym rodzajem ceramiki rzymskiej (Nie znejchęcajcie się słowem „ceramika”!). Powstała ona w środkowej Italii – w miastach takich jak Arezzo, Piza, Puteoli, Modena, Rimini i kilku innych. Często jej pojawienie się łączone jest z okresem wojen domowych końca republiki (49-31 p.n.e.) i ich ostatecznym wynikiem, a więc zwycięstwem Oktawiana, późniejszego pierwszego cesarza rzymskiego. Geneza terra sigillaty jest naturalnie problemem złożonym i rozważając ją należy brać pod uwagę wiele różnych czynników. Niemniej jednak prawdopodobnie jednym z najważniejszych był napływ greckich i wschodnich rzemieślników – zarówno niewolników, jak i ludzi wolnych – do Italii w czasie wojen i tuż po ich zakończeniu. Przynajmniej po części to im właśnie zawdzięczamy charakterystyczną, czerwoną powierzchnię naczyń tego typu. Wcześniej podobna italska ceramika była raczej ciemnobrązowa lub czarna. To co nazywamy terra sigillatą powstało w drugiej połowie I w. p.n.e. Jeszcze zanim nastąpił przełom er, rozpoczęto jej produkcję nie tylko w Italii, ale również rzymskich prowincjach. Pierwsze warsztaty pojawiły się w południowej Galii, później w Galii środkowej, a w końcu również wschodniej, na granicy między Cesarstwem a plemionami germańskimi. Duża popularność terra sigillaty sprawiła, że próbowano z lepszym bądź gorszym skutkiem produkować ją lokalnie niemal w każdej prowincji. Mamy przykłady sigillaty hiszpańskiej, która nie dorównała nigdy oryginałowi, ale i tzw. African Red Slip – afrykańską ceramikę czerwono… – która była produktem doskonałej jakości. Lokalne odmiany produkowano np. w Panonii, w Mezji (tzw. ceramika Butovo-Pavlikeni-Hotnica) czy na północnych wybrzeżach Morza Czarnego (tzw. sigillata pontyjska). Co ciekawe, idea terra sigillaty, która przynajmniej częściowo przyszła do Italii ze Wschodu, po przetworzeniu powróciła tam. W kilku miastach zachodniej Azji Mniejszej zaczęto bowiem produkować naczynia wzorowane na italskich, tzw. sigillatę wschodnią B. Na niektórych widoczne są nawet stemple zawierające imiona właścicieli warsztatów identyczne z tymi w Italii. Albo więc właściciele rozszerzyli prowadzony przez siebie biznes i otworzyli nowe warsztaty poza Italią, albo byli kopiowani tak dokładnie, że nie zapominano nawet o stemplach.

Schemat rozprzestrzeniania się terra sigillaty

Choroby

Proces formowania Cesarstwa Rzymskiego z jego rozbudowanym systemem dróg, stosunkowo bezpiecznymi szlakami morskimi i rzecznymi, z legionami na granicach, znacznie ułatwił kontakty między ludźmi, zwiększył intensywność handlu i migracji w basenie Morza Śródziemnego.  Bez wątpienia pobudzało to cyrkulację idei. Równocześnie jednak sprzyjało też rozprzestrzenianiu się chorób.

W połowie VI wieku – w latach 541-543 n.e. – wybuchła tzw. Dżuma Justyniana, nazwana tak od imienia panującego wówczas władcy. Według szacunków współczesnego wydarzeniom Prokopiusza zabiła ona ok. 100 mln ludzi. Dziś te szacunki są zwykle uważane za przesadzone. Niemniej nawet jeśli zmniejszymy liczbę zabitych do 50 czy nawet 25 mln ludzi, nadal robi ona wrażenie. Dżuma mogła bowiem pochłonąć nawet 15% populacji ówczesnego Imperium Wschodniorzymskiego i dawnego Zachodniorzymskiego. Zgodnie z przekazem Prokopiusza pierwsze zachorowania pojawiły się latem 541 r. w Peluzjum, portowym mieście położonym na wschodnim krańcu Delty Nilu. Stamtąd szybko ruszyła na podbój Śródziemnomorza. Z jednej strony ruszyła ku północy w stronę Palestyny, z drugiej na zachód, ku Aleksandrii. Po niecałym roku pandemia sięgnęła Konstantynopola – stolicy Imperium. Żadna z ziem otaczających Morze Śródziemne nie uchroniła się od ataku. Choroba zbierała śmiertelne żniwo w Syrii, Anatolii, Grecji, Italii, Galii, Hiszpanii i Północnej Afryce. Podążając szlakami lądowymi i rzecznymi, sięgnęła też daleko w głąb interioru, na wschodzie atakując Persję, a na północy sięgnając Wysp Brytyjskich i terenów dzisiejszej Danii.

Schemat szerzenia się „Dżumy Justyniana”

Symptomy, które opisał Prokopiusz z Cezarei, jak ulał pasują do dżumy, czyli zakażenia bakterią Yersinia pestis. Stąd też od dawna podejrzewano, że właśnie ją należy obarczyć winą. Aż do 2013 roku nie mieliśmy jednak pewności. Wówczas to ogłoszono wyniki badań genetycznych pozostałości odkrytych na datowanym na VI wieku cmentarzysku w bawarskim Aschheim. Okazało się, że w tamtejszych szkieletach znaleziono ślady DNA pałeczki dżumy. Później odkrycie to potwierdzono również na innych stanowiskach.

Kliknij, żeby powiększyć! Drzewo filogenetyczne bakterii Yersinia pestis za: M. Harbeck et al., Yersinia pestis DNA from Skeletal Remains from the 6th Century AD Reveals Insights into Justinianic Plague, PLoS Pathog. 2013 May; 9(5), doi: 10.1371/journal.ppat.1003349

Dziś dużo już wiemy na temat tej morderczej bakterii. Znamy dobrze jej drzewko filogenetyczne, czyli genetyczne pokrewieństwo poszczególnych odkrywanych szczepów. Najbardziej prawdopodobne takie drzewko widać na ilustracji (ich tworzenie odbywa się z użyciem narzędzi statystycznych, które mogą dawać różne wyniki). Na ilustracji widzimy m.in. tak zwany szczep Angola – jeden z najstarszych znanych – który dotarł do Afryki prawdopodobnie dwa lub nawet trzy tysiące lat temu z Azji Centralnej, gdzie się narodził. Naturalnie więc, biorąc pod uwagę miejsce, w którym wedle Prokopiusza wybuchła epidemia, część naukowców uznała, że to właśnie ten szczep odpowiedzialny był za Dżumę Justyniana. Badania genetyczne szczątków z Aschheim wykluczyły jednak tę możliwość. Pokazały one, że pierwsza pandemia dżumy narodziła się w Azji, podobnie jak dwie kolejne (tj. czarna śmierć i współczesna pandemia). Naukowcom udało się nawet wskazać, że Dżuma Justyniana miała swoje źródło w Zachodnich Chinach lub Mongolii. Niektórzy wskazują konkretnie region Xinjiang, gdyż obecnie w tamtejszych populacjach gryzoni i pcheł znaleźć można bardzo podobne genetycznie szczepy. Opierając się na najnowszych analizach, naukowcy wysunęli hipotezę, że Dżuma Justyniana przyniesiona została w obręb basenu Morza Śródziemnego wraz z karawanami podróżującymi Szlakiem Jedwabnym. Nie można jednak wykluczyć możliwości, że przybyła ona morzem do Egiptu, stąd po raz pierwszy pojawiła się w Pelusium.

Kliknij, żeby powiększyć! Rozprzestrzenianie się dyzenterii za: E. Njamkepo, N. Fawal, F.-X. Weill, Global phylogeography and evolutionary history of Shigella dysenteriae type 1, Nature Microbiology 2016; 16027 DOI: 10.1038/NMICROBIOL.2016.27

Oczywiście w historii ludzkości wiele było chorób, które szybko rozprzestrzeniały się po świecie. Jedną z najbardziej imponujących miała miejsce w końcu XIX i pierwszej połowie XX wieku. Było nią rozprzestrzenienie się dyzenterii, którą możecie zobaczyć na mapce po prawej.

Te dwa przykłady ilustrują zwyczajową drogą, którą rozprzestrzeniają się choroby, tj. wraz z migracjami i podróżami ludzi, czyli na linii człowiek-człowiek. Istnieją również jednak inne drogi rozprzestrzeniania się chorób, które roznoszone są wraz z rozchodzeniem się idei. I nie mam tu wcale na myśli żadnych wirusów umysły, które opanowują nasze mózgi. Rozrost Imperium Rzymskiego i jego okrzepnięcie doprowadziło do przynajmniej częściowej unifikacji kultury wśród różnych ludów zamieszkujących jego tereny. Zwykle nazywa się go romanizacją, choć dyskusje nad tym, co słowo to właściwie oznacza nie ustają od ponad 100 lat. Nie czas jednak i miejsce o tym pisać.

Badania paleoparazytologów (specjalistów od badania pasożytów w kontekstach archeologicznych i paleontologicznych) pokazują, że tasiemiec rybi (nazywany czasem rzemieńcem) był zaskakująco szeroko rozpowszechniony w okresie rzymskim. Na terenach późniejszego imperium w kontekstach z epoki brązu i żelaza znaleziono dotąd tylko dwa przykłady tego pasożyta. Zanim światem śródziemnomorskim zawładnęli Rzymianie szeroko rozpowszechniony był on u neolitycznych rolników. Później na kilka tysiącleci niemal zniknął.

Stanowiska archeologiczne z okresu rzymskiego, na których znaleziono ślady rzemieńca. W prawy górnym rogu zaś sam przyjemniaczek.

Rzemieniec występuje głównie na tych terenach, gdzie ludzie spożywają surowe, wędzone lub marynowane ryby. Zarazić można się nim jedząc np. sushi. Gotowanie, pieczenie i smażenie zabija jednak pasożyta. Co więc zmieniło się między epoką brązu i żelaza a czasami rzymskimi? Jednym ze skutków „romanizacji” było na przykład rozprzestrzenienie się zamiłowania do garum i innych sosów produkowanych z fermentowanych ryb. Oczywiście przysmaki takie konsumowano na długo przed Rzymianami. Gustowali w nich np. Grecy. Niemniej jednak to dopiero w czasach Imperium Rzymskiego zaczęto produkować je masowo i zyskały amatorów w każdym jego zakątku od Wysp Brytyjskich po Bliski Wschód. Garum i podobnymi sosami handlowano po całym imperium, sprawiając tym samym, że na złapanie rybiego tasiemca narażeni byli nawet ludzie, którzy żyli na terenach nie będących endemicznymi dla tego pasożyta. Możliwe więc, że to właśnie rozprzestrzenienie się zamiłowania do garum odpowiedzialne jest za wzrost przypadków zakażeń rzezańcem w czasach rzymskich. Fascynująca hipoteza, prawda? Oczywiście pamiętać tu należy, że do tej pory badań paleoparazytologicznych nie było zbyt wiele, obraz ten może się więc w przyszłości zmienić. Póki co jednak możemy winić garum za rozprzestrzenianie pasożyta, który był niemal nieznany ludziom zamieszkującym śródziemnomorze w czasach przedrzymskich aż po neolit.

Kliknij, żeby powiększyć! Znaleziska jaj nicieni i/lub włosogłówki w kontekstach archeologicznych z okresu rzymskiego

Jeśli jesteśmy już przy pasożytach, wymienić można jeszcze jeden ciekawy rzymski ich przypadek. Nie ma wątpliwości, że jeszcze innym przejawem „romanizacji” było rozprzestrzenienie się po całym terenie imperium różnych systemów sanitarnych (łaźni publicznych, latryn, systemów zaopatrywania miasta w świeżą wodę oraz odprowadzania nieczystości). Można by przypuszczać, że ich budowa oraz dbałość o higienę, jaką ze sobą niosły, ograniczyła zakażenia niektórymi typami pasożytów. Współczesne badania pokazują, że picie czystej wody, użycie toalet czy zwykłe mycie rąk prowadzi do znacznego spadku przypadków zakażeń nicieniami i włosogłówką. W ich świetle moglibyśmy przypuszczać, że również wśród Rzymian pasożyty te były raczej rzadkie. Tymczasem, na podstawie dotychczasowych badań wydaje się, że były one bardzo rozpowszechnione. Jak można to wytłumaczyć? Według jednej hipotezy rozprzestrzeniały się one właśnie w łaźniach, w których woda nie była wymieniana zbyt często. Istnieje jednak inne wytłumaczenie. Wiemy, że Rzymianie używali ludzkich odchodów do nawożenia pól. Zbierane były one w miastach i rozsiewane na pobliskich polach w celu zwiększenia plonów. Współczesne badania pokazują, że postępowanie takie może przynosić spodziewane korzyści. Pod jednym jednak warunkiem. Zanim rozrzuci się je na polach, ludzkie odchody przez przynajmniej kilka miesięcy muszą być kompostowane. Jeśli się tego nie zrobi, łatwo rozsiewa się jaja pasożytów, które przyczepiają się do roślin, a następnie są zjadane. Nic nie wiemy o tym, by Rzymianie długo kompostowali ludzkie odchody używane jako nawozów. Możliwe więc, że właśnie z tego powodu na stanowiskach rzymskich znajdowane są jaja nicieni i włosogłówki. Z jednej więc strony Rzymianie znacznie podnieśli poziom higieny – budując łaźnie, latryny, akwedukty i kanały. Z drugiej jednak zupełnie zrujnowali korzystne ich oddziaływanie poprzez użycie ludzkich odchodów jako nawozu.

Jak widzicie ruch ludzi i idei mógł mieć dobre, złe i neutralne konsekwencje. Czasem nawet wszystkie naraz…

Źródła

+
Share this Story
Zobacz inne podobne wpisy
Zobacz inne wpisy Kamil Kopij
  • Ludzie, choroby i idee w ruchu: wschodnia część basenu Morza Śródziemnego i nie tylko, cz. 2

    W pierwszej części tekstu poznaliśmy kilku Rzymian, którzy w ciągu swego życia odbyli długie podróże. To m.in. dzięki nim po Imperium ...
  • Ludzie, choroby i idee w ruchu: wschodnia część basenu Morza Śródziemnego i nie tylko, cz. 1

    Pół roku temu pierwszy raz w życiu miałem okazję wygłosić wykład inaugurujący konferencję. Jak to każdy pierwszy raz, było to dla ...
  • Projekt Genesis, czyli jak rozsiać ziemskie życie po kosmicznej okolicy

    W otwierającej scenie Prometeusza, osadzonego w uniwersum Obcego, gniota w reżyserii Ridleya Scotta, przedstawiciel tajemniczej obcej rasy znanej nam jako Inżynierowie, ...
  • Królewna Śnieżka i łowcy

    Skuta lodem i nieprzenikniona, Antarktyda jest jedynym kontynentem i jednym z niewielu zakątków Ziemi, którego nie udało się nam skolonizować. Po ...
  • Sonda 2: Pierwsza krew

    29 września 1989 roku w wypadku samochodowym zginęli Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński, twórcy i prowadzący popularnonaukowego programu SONDA. Ich tragiczna ...
  • Czy Neron prześladował chrześcijan?

    22 lutego tego roku prezydent Andrzej Duda ogłosił Quo vadis lekturą Narodowego Czytania 2016. Obwieszczając werdykt, głowa państwa powiedziała, że powieść ...
  • Władcy pierścieni

    Star Trek J.J. Abramsa z 2009 roku nie zapadnie raczej w pamięć kinomanów, a tym bardziej fanów „Gwiezdnej Wędrówki”. Jest w ...
  • Krótka (pre)historia wojny, cz. 2

    W 2012 roku w Nataruk w północno-zachodniej Kenii archeolodzy natrafili na częściowo odsłonięte szczątki przynajmniej dwudziestu siedmiu osób. Drobiazgowe analizy pokazały, ...
  • Historia jednej monety: medaliony Porusa

    Aleksander Wielki jest bez wątpienia jedną z najbardziej rozpalających wyobraźnie postaci, jakie kiedykolwiek stąpały po Ziemi. Należy on do niezbyt licznego ...
  • Krótka (pre)historia wojny (cz. 1)

    W 2012 roku w Nataruk w północno-zachodniej Kenii archeolodzy natrafili na częściowo odsłonięte szczątki przynajmniej dwudziestu siedmiu osób. Drobiazgowe analizy pokazały, ...
Zobacz inne w kategorii Nauka, Wszechświat i cała reszta

Zobacz

Ludzie, choroby i idee w ruchu: wschodnia część basenu Morza Śródziemnego i nie tylko, cz. 1

Pół roku temu pierwszy raz w życiu miałem ...

Inline
Inline