Nauka, Wszechświat i cała reszta

Projekt Genesis, czyli jak rozsiać ziemskie życie po kosmicznej okolicy

W otwierającej scenie Prometeusza, osadzonego w uniwersum Obcego, gniota w reżyserii Ridleya Scotta, przedstawiciel tajemniczej obcej rasy znanej nam jako Inżynierowie, poprzez swoją samobójczą śmierć rozsiewa zalążki życia na Ziemi.

Pomysł ten nie jest nowy, znalazł się już na kartach wielu dzieł science fiction, a najbardziej rozpropagowany został chyba przez Ericha von Daenikena. Przed miliardami lat przedstawiciele obcej cywilizacji lądują na pozbawionej życia Ziemi i zmieniają ją w kwitnący raj.

A co jeśli to my bylibyśmy tymi obcymi i rozsiali życie na obcej planecie? Takich pomysłów w fantastyce naukowej też było już bez liku. Zwykle ludzie zabierają się za terraformowanie innych planet, tak by przygotować je pod kolonizacje i życie jak na Ziemi. Czasem proces ten trwać ma miliardy, czasem miliony lat, a czasem przebiegać w okamgnieniu. Ten ostatni scenariusz użyty został m.in. w drugiej filmowej części przygód załogi U.S.S. Enterprise, Star Trek: Gniew Khana. Odsuńmy jednak na bok tytułowego Khaaaaaaaaaaaaana! W filmie tym poznaliśmy bowiem dr Carol Marcus i jej zespół pracujący nad Projektem Genesis. Jego celem było stworzenie Urządzenia Genesis, które szybko zmieniłoby jałową planetę w zdatną dla ludzkiej kolonizacji planetę klasy M. Zaprojektowano je tak, by przy uderzeniu w planetę następował kontrolowany wybuch, który jej powierzchniową część zmieniał w zbiór subatomowych cząstek. Te z kolei przemieniane miały być w taki sposób, by stworzyć przyjazne ludziom środowisko.

Urządzenie Genesis (Star Trek: Gniew Khana)

A teraz wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy odkryłem, że w czasopiśmie Astrophysics and Space Science w zeszłym tygodniu opublikowano artykuł, w którego tytule znajduje się… Projekt Genesis! Autorem nie jest co prawda Carol Marcus, lecz Claudius Gros z Instytutu Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu im. Goethego we Frankfurcie, ale przedstawiony w nim pomysł jest nie mniej fascynujący. Claudius Gros proponuje w nim, by rozpocząć program rozsiewania życia w naszym galaktycznym sąsiedztwie.

Claudius Gros

Zgodnie z naszą obecną wiedzą w odległości 100 lat świetlnych od Ziemi znajduje się około 14 000 gwiazd. Biorąc pod uwagę fakt, że średnio wokół jednej na 17 gwiazd podobnych do Słońca i jednej na 8 czerwonych karłów typu M krąży jedna zdolna do podtrzymania życia planeta, w naszym „najbliższym” sąsiedztwie znajduje się kilkaset planet potencjalnie przyjaznych życiu. Część z nich jednak jest taką przez zbyt krótki czas, by samoistnie rozwinęło się na nich złożone organizmy. To właśnie one byłyby celem Projektu Genesis.

No dobrze, ale możemy oszacować liczbę egzoplanet. Coraz lepiej idzie nam też ich odkrywanie – obecnie znamy ich już ponad 3,5 tys. Ale jak się na nie dostać? Nie mamy przecież do dyspozycji statków z napędem warp. Claudius Gros idzie tu tropem Stephena Hawkinga i rosyjskiego miliardera Jurija Milnera, którzy w kwietniu bieżącego roku ogłosili start projektu mającego na celu wysłanie malutkich sond do najbliższych układów planetarnych. Uważają oni, że miniaturyzacja już teraz pozwala na stworzenie nanosond wyposażonych we wszystkie potrzebne urządzenia, w tym również kamery. Pojazdy takie miałyby być wyposażone w żagiel słoneczny napędzany potężnymi laserami z powierzchni Ziemi lub okołoziemskiej orbity. W ten sposób można rozpędzić sondę do prędkości nawet ok. 20% prędkości światła. Dzięki temu pojazd dotarłby do najbliższej nam gwiazdy, Alpha Centauri, w 20 lat! Lot do dalszych egzoplanet – tych w promieniu 100 lat świetlnych – zająłby zaś od ok. 1000 do 10000 lat. Dla porównania sonda Voyager na przebycie roku świetlnego (mniej niż jedna trzecia dystansu do Alpha Centauri) potrzebuje aż 19 tys. lat. Sporym problemem Projektu Genesis jest nie tyle rozpędzenie nanosond, ale ich wyhamowanie tak, by zdolne były wejść na orbity wybranych egzoplanet. Pomysłodawca uważa jednak, że już wkrótce będziemy dysponować technologiami, które na to pozwolą. Proponuje on, by do wytracania prędkości użyć żagla magnetycznego lub elektrycznego.

Schematyczne przedstawienie czterech typów przejściowo zamieszkiwalnych planet (źródło: Gros 2016)

Projekt Genesis budzi wiele kontrowersji natury etycznej. W tej chwili przygotowując misje planetarne i księżycowe staramy się by lądowniki były wolne od ziemskich organizmów. Zanieczyszczenie takie mogłoby na przykład zniweczyć nasze próby poszukiwania śladów życia na Marsie, a w przyszłości również na księżycach gazowych olbrzymów. Czy mamy więc moralne prawo do rozsiewania życia na odległych planetach? Claudius Gros uważa, że tak. Po pierwsze, wybierając planety kwalifikujące się do projektu bralibyśmy pod uwagę tylko te, których okres znajdowania się w strefie Złotowłosej (ang. Goldilocks zone) byłby na tyle krótki, że niemożliwy byłby tam rozwój złożonego życia (ang. transiently habitable planets, czyli przejściowo zamieszkiwalne planety). Po drugie, po dotarciu na miejsce nanosondy dokonywałyby dalszych badań. Dopiero brak oznak życia, np. nieobecność tlenu w atmosferze, powodowałby uwolnienie ładunku. Autor rozważa też możliwość, że na podstawie danych z sondy, ostateczna decyzja mogłaby być podejmowana na Ziemi, ale uznaje ją za mało praktyczną. Gdy pojazdy dotrą do celu, nas może już nie być… O ile wykrycie śladów złożonego życia z orbity nie powinno być problem, gorzej z mikrobami. Gros uważa jednak, że przyspieszenie ewolucji o kilka miliardów lat (do stanu sprzed tzw. eksplozji kambryjskiej), które dawałoby szansę na rozwinięcie się wielokomórkowych organizmów jest ważniejsze niż ochrona „prymitywnych” żyjątek. Niemiecki fizyk zastanawia się nawet nad tym, czy etycznie zasadne jest zasiewanie życia tam, gdzie w niezbyt odległej przyszłości i tak zostanie zniszczone? Uznaje on jednak, że śmierć jest naturalną częścią życia.

Jakie organizmy znalazłyby się na pokładzie sond Genesis? Żadne! Zamiast tego, Claudius Gros proponuje, by pojazdy wyposażone były w minilaboratoria, które na orbicie syntezowałyby bakterie i eukarionty, wybierając z obszernej biblioteki te, które najlepiej pasowałyby do charakterystyki planety. Następnie te „ziarna życia” rozsiewane byłyby za pomocą nanokapsuł wystrzeliwanych z orbity. Dlaczego syntezowane mają być w założeniu tylko organizmy jednokomórkowe? Przede wszystkim łatwiej dlatego, że byłoby to łatwiejsze, niż syntezowanie organizmów wielokomórkowych. Drugi ważny powód to fakt, że znakomita większość takich organizmów do życia potrzebuje tlenu (zdarzają się wyjątki), a jak pamiętamy jego obecność w atmosferze dyskwalifikowałaby planetę z programu.

Kadr z odcinka Star Trek: The Next Generation „The Chase”

W wielu filmach, serialach i książkach z gatunku science fiction pojawia się motyw odkrywania przez ludzkość śladów dawnej cywilizacji. W jednym z odcinków Star Trek: The Next Generation, The Chase dowiadujemy się, że podobieństwo ras zamieszkujących kwadrant alfa nie jest przypadkowe (i nie wynika wcale z faktu, że trudno jest znaleźć aktora, który nie byłby podobny do człowieka). Jest konsekwencją tego, że dawno wymarła cywilizacja rozsiała po galaktyce swoje DNA, by rozprzestrzenić inteligentne życie. Wyobraźmy teraz sobie, że projekt Genesis zyskuje akceptację i zaczynamy nasze najbliższe kosmiczne sąsiedztwo wypełniać ziemskim życie. Nasza cywilizacja upada. Za kilka miliardów lat pojawią się podróżujący przez gwiazdy „kosmici”. Badając życie na napotkanych planetach zauważają, że na części z nich wydaje się ono mieć wspólne źródło. W ten sposób odkrywają nas…

Źródło

+

Chcesz wiedzieć więcej?

+

Zapisz

Zapisz

Share this Story
  • Projekt Genesis, czyli jak rozsiać ziemskie życie po kosmicznej okolicy

    W otwierającej scenie Prometeusza, osadzonego w uniwersum Obcego, gniota w reżyserii Ridleya Scotta, przedstawiciel tajemniczej obcej rasy znanej nam jako Inżynierowie, ...
Zobacz inne podobne wpisy
Zobacz inne wpisy Kamil Kopij
  • Ludzie, choroby i idee w ruchu: wschodnia część basenu Morza Śródziemnego i nie tylko, cz. 2

    W pierwszej części tekstu poznaliśmy kilku Rzymian, którzy w ciągu swego życia odbyli długie podróże. To m.in. dzięki nim po Imperium ...
  • Ludzie, choroby i idee w ruchu: wschodnia część basenu Morza Śródziemnego i nie tylko, cz. 1

    Pół roku temu pierwszy raz w życiu miałem okazję wygłosić wykład inaugurujący konferencję. Jak to każdy pierwszy raz, było to dla ...
  • Projekt Genesis, czyli jak rozsiać ziemskie życie po kosmicznej okolicy

    W otwierającej scenie Prometeusza, osadzonego w uniwersum Obcego, gniota w reżyserii Ridleya Scotta, przedstawiciel tajemniczej obcej rasy znanej nam jako Inżynierowie, ...
  • Królewna Śnieżka i łowcy

    Skuta lodem i nieprzenikniona, Antarktyda jest jedynym kontynentem i jednym z niewielu zakątków Ziemi, którego nie udało się nam skolonizować. Po ...
  • Sonda 2: Pierwsza krew

    29 września 1989 roku w wypadku samochodowym zginęli Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński, twórcy i prowadzący popularnonaukowego programu SONDA. Ich tragiczna ...
  • Czy Neron prześladował chrześcijan?

    22 lutego tego roku prezydent Andrzej Duda ogłosił Quo vadis lekturą Narodowego Czytania 2016. Obwieszczając werdykt, głowa państwa powiedziała, że powieść ...
  • Władcy pierścieni

    Star Trek J.J. Abramsa z 2009 roku nie zapadnie raczej w pamięć kinomanów, a tym bardziej fanów „Gwiezdnej Wędrówki”. Jest w ...
  • Krótka (pre)historia wojny, cz. 2

    W 2012 roku w Nataruk w północno-zachodniej Kenii archeolodzy natrafili na częściowo odsłonięte szczątki przynajmniej dwudziestu siedmiu osób. Drobiazgowe analizy pokazały, ...
  • Historia jednej monety: medaliony Porusa

    Aleksander Wielki jest bez wątpienia jedną z najbardziej rozpalających wyobraźnie postaci, jakie kiedykolwiek stąpały po Ziemi. Należy on do niezbyt licznego ...
  • Krótka (pre)historia wojny (cz. 1)

    W 2012 roku w Nataruk w północno-zachodniej Kenii archeolodzy natrafili na częściowo odsłonięte szczątki przynajmniej dwudziestu siedmiu osób. Drobiazgowe analizy pokazały, ...
Zobacz inne w kategorii Nauka, Wszechświat i cała reszta

Zobacz

Ludzie, choroby i idee w ruchu: wschodnia część basenu Morza Śródziemnego i nie tylko, cz. 2

W pierwszej części tekstu poznaliśmy kilku Rzymian, którzy ...

Inline
Inline